Wszystko dla Pań - część III
- Czyż to możliwe - mówił Mouret rozmyślnie naiwnym tonem - ze panowie oddadzą zupełnie
wykończoną ulicę, skanalizowaną, z chodnikami i latarniami gazowymi? I czy rzeczywiście
tereny przylegające do ulicy pokryją wydatki panów? To jest bardzo ciekawe!
Mouret zbliżał się powoli do sedna sprawy. Dowiedział się, że Bank Hipoteczny wykupuje
potajemnie te domy z kompleksu budynków, w skład których wchodził magazyn Wszystko
dla Pań , i to nie tylko nieruchomości przeznaczone do rozbiórki, ale również i
te, które miały pozostać nietknięte. Wietrzył w tym plany jakiejś przyszłej instytucji,
niepokoiły go losy rozbudowy, o której marzył, bał się, że jakieś potężne przedsiębiorstwo,
będąc w posiadaniu nieruchomości, których niewątpliwie nie zechce się wyzbyć, stanie
mu w poprzek. Ta właśnie obawa skłoniła go ostatecznie do nawiązania znajomości z
baronem, i to za pośrednictwem pięknej kobiety. Tego rodzaju związek między mężczyznani,
z natury wrażliwymi na wdzięki kobiece, bywa nieraz bardzo ścisły. Mouret mógłby
przecież odwiedzić barona w jego biurze i swobodnie przedstawić mu projekt wielkiego
przedsięwzięcia, jakie zamierzał mu zaproponować. Lecz u Henrietty czuł się pewniejszy
siebie, wiedział bowiem, do jakiego stopnia posiadanie wspólnej kochanki zbliża i
wiąże dwóch mężczyzn. Jej dom. zapach jej ulubionych perfum, wreszcie jej zachęcający
uśmiech dawały mu pewność zwycięstwa.
- Czy to pan kupił pałac Duvillard, tę starą ruderę, która sąsiaduje z moim magazynem?
- zapytał nagle barona.
Zagadnięty po krótkiej chwili wahania zaprzeczył. Ale Mouret śmiał się patrząc mu
prosto
w oczy. Począł teraz odgrywać rolę dobrodusznego młodego człowieka, który ma serce
na
dłoni i jest gładki w interesach. - Pozwoli pan. panie baronie, że skoro spotkał
mnie niespodziewany zaszczyt poznania pana. to pomówię z panem zupełnie otwarcie.
Nie chcę bynajmniej, żeby zwierzał mi się pan ze swoich sekretów. To raczej ja
wyznam panu moje tajemnice w przekonaniu, że nie mógłbym ich powierzyć w pewniejsze
ręce. Zresztą, zależy mi na pana radach. Już dawno chciałem się do pana zwrócić,
ale brakowało mi śmiałości.
I rzeczywiście opowiedział baronowi o swoim życiu, o początkach swojej kariery, nie
ukrywał nawet kryzysu finansowego, jaki wisiał nad nim obecnie mimo pozorów powodzenia.
Mówił o wszystkim: o stopniowym powiększaniu magazynu, o dochodach, które topił wciąż
na nowo w swym przedsiębiorstwie, o wkładach pracowników, o tym. jak firma przy każdej
większej sprzedaży stawia wszystko na jedną kartę, angażując cały kapitał dyspozycyjny.
Nie zwracał się jednak do barona o pożyczkę. Miał nieograniczone zaufanie do swojej
klienteli. Ambicje jego sięgały wyżej. Zaproponował mianowicie baronowi spółkę, do
której Bank Hipoteczny wniósłby ogromny gmach ( Mouret widział go już w swych marzeniach)
, on zaś ze swej strony - zdolności handlowe i kapitał istniejącego już magazynu.
Ze względu na wielką wartość obustronnych wkładów realizacja projektu wydawała mu
się łatwa do urzeczywistnienia.
- Co panowie zamierzają robić z zakupionymi terenami i nieruchomościami? - pytał
natarczywie Mouret. - Mają panowie z pewnością jakieś plany. Ale jestem pewien, że
mój projekt jest lepszy od waszego. Niech pan to rozważy. Zbudowalibyśmy na tych
terenach rozległą galerię. zburzylibyśmy lub przebudowali budynki i w ten sposób
powstałyby największe w Paryżu magazyny, coś w rodzaju bazaru przynoszącego miliony.
- I z głębi serca wyrwał mu się okrzyk: - Ach. gdybym mógł się obyć bez pana pomocy,
baronie! . Lecz w pana ręku spoczywa teraz wszystko. A zresztą nigdy nie
zdołałbym uruchomić potrzebnych kapitałów. Koniecznie trzeba, żebyśmy doszli
do porozumienia. Poniechanie tego projektu byłoby zbrodnią.
- Jaki z pana zapaleniec, drogi panie! - odpowiedział baron Hartmann. - Co za wyobra
nia!
Kręcił głową i uśmiechał się nie